Skip to content

Cud nad Wartą – a raczej nad Maltą!

10 kwietnia 2012

FNM
10 kwietnia spadł na nas jak grom z jasnego nieba niebywały news – Faith No More zagrają w lipcu w Polsce – w Poznaniu! Koncert odbędzie się w ramach Festivalu Malta.

Cytujemy za organizatorem:
„Miasto Poznań i Malta Festival Poznań zapraszają na koncert zespołu Faith No More, który odbędzie się w drugim dniu festiwalu, 4 lipca 2012 r. w ramach cyklu „Poznań dla Ziemi”..

Legendarny kalifornijski zespół zagra nad poznańskim jeziorem Malta jedyny koncert w Polsce. Występy Faith No More dostarczają nie tylko potężnej dawki doskonałej muzyki ale również – głównie za sprawą ich charyzmatycznego wokalisty Mike’a Pattona – wielu niezapomnianych wrażeń. Muzyka zespołu, który w 2009 r. reaktywował swoją działalność po jedenastu latach przerwy, to eklektyczna mieszanka heavy metalu, alternatywnego rocka, hip hopu, jazzu, soulu, popu i kilku innych zdawałoby się odległych od siebie gatunków. Zarówno przez krytyków jak i fanów, Faith No More nazywani są często królami alternatywnego metalu. Są jednym z ulubionych zespołów takich muzycznych gigantów jak Metallica, Alice in Chains czy Guns N’ Roses, a według basisty i współzałożyciela Nirvany, to właśnie oni, w późnych latach osiemdziesiątych, utorowali drogę zespołowi Kurta Cobaina.

Faith No More wydał 7 albumów, z których dwa zdobyły w Stanach Zjednoczonych miano platynowej („The Real Thing”) i złotej („Angel Dust”) płyty. Zespół był też trzykrotnie nominowany do nagród Grammy, a ich koncerty przyciągają niezmiennie rzesze fanów.

Bilety na poznański występ Faith No More, który jest czwartym koncertem z cyklu „Poznań dla Ziemi”, będą w sprzedaży od wtorku 17 kwietnia.

4 lipca, zapraszamy do Poznania na jedyny w Polsce koncert Faith No More!”

Źródło: www.malta-festival.pl

Jesteśmy w szoku, nie wiemy co tu jeszcze dodać – wciąż sprawdzamy czy czasem 1 kwietnia nie wypadł w tym roku 10 dni później :)

Reklamy

Pieprzyć ten wywiad! – Mike Patton dla The Quietus

20 listopada 2011

Mike PattonWywiad ukazał się 16 listopada 2011 na łamach The Quietus. Poniżej tłumaczenie – miłej lektury!

————

Na linii jest Mike Patton z San Francisco i ma wiele do powiedzenia. Znowu miał pracowity rok. W rzeczywistości było kilka szalonych miesięcy, związanych z wydaniem nowego DVD Fantômasa The Director’s Cut: A New Year’s Revolution i soundtracku do Solitude of Prime Numbers, a także z występem w Hollywood Bowl obok Becka i Jean-Claude’a Vanniera w Histoire de Melody Nelson Serge’a Gainsbourga  oraz Enfant Mouches des Assassin samego Vanniera.

Chciałem rozmawiać głównie o DVD, ale Mike wydaje się bardziej zainteresowany dyskusją na temat Lulu – najnowszego albumu Lou Reeda i Metalliki, nowego projektu Dave’a Lombardo i śmierci pułkownika Kaddafiego. Chce mówić o wszystkim, byłe nie o DVD Fantômasa, nakręconym w Great American Music Hall w San Francisco.

‚Nienawidzę koncertowych DVD, jeśli mam być szczery’ – mówi w trakcie rozmowy. To trochę zaskakujące, że Patton perfekcjonista, mimo swojej niechęci, poświęcił temu produktowi tak dużo czasu, aby zapewnić mu ponadstandardowy wśród wydawnictw pojawiających się przed Świętami Bożego Narodzenia poziom audio/wideo. Napracował się przy dźwięku, następnie dał reżyserowi Vincentowi Forcierowi wolną rękę, jeśli chodzi o obraz i efekty wizualne, co jest posunięciem raczej niespotykanym i ekscentrycznym.

Ale wróćmy do Vanniera. Dla rozluźnienia atmosfery na początku naszej rozmowy wspominam Pattonowi, że niedawno przeprowadzałem wywiad z Francuzem. Faktycznie Patton się ożywia.

MP: O! Naprawdę? Wow! To człowiek-praca, jest niesamowity. Zrobiliśmy show w Hollywood Bowl. To zabawne, ale wszyscy, nie mówię, że się go bali, ale byli przy nim bardzo nieśmiali. Nie wiem, boję się powiedzieć coś niestosownego, ale miedzy nami od razu coś zaskoczyło. On jest nieco kłótliwy, wiesz. Jest Francuzem, co mogę więcej powiedzieć. Rozumiem to. Ale miedzy nami nic podobnego się raczej nie wydarzyło. Był naprawdę świetny, wspierał mnie i instruował. Czułem się mile widziany. Niektórzy muzycy i organizatorzy mieli inne doświadczenia. Uwielbiam tego faceta i myślę, że jest niesamowity.

Wypowiadał się o tobie w samych superlatywach. Które utwory robiłeś?

MP: Cholera, w Melody Nelson zrobiłem narrację w części En Melody. Tej nocy zrobiłem chyba z siedem narracji do różnych kawałków, dokładnie już nie pamiętam.

En Melody to utwór, w którym Jane Birkin szaleje i wydaje seksualne odgłosy, prawda?

MP: Haha, śmieje się i udaje orgazm? Tak, tak, to robiłem. To znaczy nic nie musiałem…  ona zrobiła wszystko sama … Melody Nelson jest zdumiewające, prawda? Człowieku, szkoda, że ​​nie widziałeś show w Hollywood Bowl, fajnie było.

Nikt mnie nie zaprosił.

MP: Hahaha. Mnie też nikt nie zaprosił! Pojawiłem się sam! Myślałem, że wszystko zostało już zrobione…  to trochę chaotyczny program, ale efekt końcowy był naprawdę dobry jeśli chodzi o emocje. Rozmawiałem z Vannierem po koncercie i stwierdził: ‚Serge byłby dumny’, był bardzo zadowolony, więc i ja czułem się świetnie. Pełen szacunek z jego strony.

Vannier był zszokowany faktem, że na koncercie pojawiło się 18 tysięcy ludzi. Wydaje się, że nie ma pojęcia i nie rozumie faktu, że jego talent jest tak ogromny.

MP: No cóż, jak każdy prawdziwy artysta, nie jest zainteresowany komercją, nie ma pojęcia, co jego prace znaczą dla ogółu. Myślę, że teraz już wie albo usłyszał to ode mnie, Becka i innych, którzy tam byli. Na pewno pławił się w blasku. To było oczywiste, że wszyscy pokochaliśmy jego pracę, której sam jest częścią. Myślę, że zrozumiał zanim to okazaliśmy. Chodzi mi o to, że nasze próby były takie…, że nikomu się nawet nie śniło. To był bardzo intensywny, krótki okres, pod koniec którego na pewno poczuł jak wielki wpływ jego muzyka wywiera na kreatywność artystów.

Po Melody Nelson było L’enfant Mouches des Assassin, którego jego macierzysta wytwórnia płytowa nie wydała w 1972 roku, i które nie doczekało się pełnego wydania do momentu, w którym Andy Votel umieścić je na Finders Keepers w 2006 roku. Jean-Claude mówi, że nie rozumie jak jeden projekt może zyskać taką przychylność, podczas gdy następny jest oczerniany.

MP: Cóż, nie jest oczerniany przez ludzi, którzy się na tym znają! To niesamowite, niesamowite nagranie. Oczywiście, może to nie był sukces komercyjny, ale szczerze … haha, zajebista rzecz zawsze przetrwa!

Czy znałeś to wydawnictwo zanim zostało wznowione? Czy w jakiś sposób cię zainspirowało? Myślę, że mogło do ciebie przemówić…

MP: Tak, tak, oczywiście. Wiedziałem o tej płycie zanim zaczęliśmy razem pracować i przesłuchałem ją dogłębnie. Chciałem się w niej zanurzyć. Powaliła mnie, kiedy pierwszy raz ją dostałem, nie wiem, z dziesięć lat temu? Sięgnąłem po nią ponownie i znowu mnie powaliła. Cholera, w niej jest to coś. To znaczy – jest fantastyczna. Po koncercie w Hollywood Bowl Jean-Claude przyjechał do mnie do San Francisco z córkami i spędziliśmy trochę czasu razem. To zabawne, wczoraj przysłał mi zdjęcie, na którym jestem z jego córkami w zatoce San Francisco z adnotacją ‚Na pamiątkę’. Facet jest kochany.

Porozmawiajmy chwilę o albumie The Solitude of Prime Numbers…

MP: Czy musimy o tym rozmawiać?

Ścieżka dźwiękowa i sam film są oparte na powieści Paolo Giordano. Muszę przyznać, że moje przygotowanie do wywiadu nie uwzględniło zapoznania się z tą powieścią.

MP: A powinno! Pieprzyć ten wywiad, po prostu powinieneś ją przeczytać, bo to naprawdę dobra książka i myślę, że ci się spodoba.

Zastanawiam się, czy w związku z wydaniem płyty Lou Reeda i Metalliki…

MP: Człowieku, jaka ona jest?

Cieszę się, że na świecie wciąż wydaje się takie płyty.

MP: Wiesz, to zabawne, że o tym wspominasz, bo dzisiaj miałem się wypowiedzieć publicznie o tej płycie, a jeszcze jej nie słuchałem. New York Times podkreśla kulturowe znaczenie tego wydawnictwa … To ciekawy pomysł … pytają mnie czy warto, aby artysta podejmował takie ryzyko, skoro wiadomo, że reakcja będzie nieprzychylna. Pytają mnie. Najpierw chciałem odpowiedzieć ‚Bez komentarza’. Nie słyszałem płyty i nie zamierzam gadać bzdur. Ale sama idea tej płyty jest niesamowita. Myślę, że jest super. Dlaczego zespół z platynowymi płytami na koncie nie może kurwa pracować z pionierem eksperymentalnej muzyki. Niby dlaczego nie?

Dobrze jest usłyszeć zespół poza ich strefą bezpieczeństwa. Są na smyczy Lou…

MP: No cóż, słyszałem kilka historii, haha, ale nic więcej nie powiem. Jeśli chodzi o sam pomysł, koncepcyjnie, jestem jak najbardziej za.

Lulu jest oparta na dwóch sztukach Franka Wedekinda. Zapytałbym Lou sam, ale rozmawiałem z nim raz i nie było to przyjemne doświadczenie, więc nie chciałbym przez to przechodzić jeszcze raz…

MP: Hahaha! Jest słodki. Ma po prostu takie chwile, zresztą jak my wszyscy.

Myślałem, że się przede mną otworzy – nie jestem jak inni.

MP: Nie, nie złamiesz Lou. Ale możesz go złapać jak ma dobry dzień. Uwielbiam gościa, naprawdę. Jest kochany. Grałem z nim raz z Zornem i był naprawdę zabawny, przemiły i wspierający. Tak, pomógłbym mu jeśliby tego potrzebował, bez dwóch zdań.

Myślę, że po prostu nie lubi dziennikarzy.

MP: No wiesz, możesz mu chyba wybaczyć? Czy można go za to winić?

Więc … jak ważne w przypadku albumu ze ścieżką dźwiękową czy z interpretacją jest dla słuchacza zapoznanie się z filmem czy książką?

MP: To zależy od projektu. Jeśli chodzi o The Solitude Of Prime Numbers mam nadzieję, że ludzie mogą jej słuchać bez żadnych odniesień. Nie sądzę, że to zepsuje doświadczenie, ujmę to tak. Jeśli już, to może, jak powiedziałem wcześniej, zachęci ich do przeczytania: ‘O! Książka musi być ciekawa. Jeśli to tak brzmi, to jaka musi być książka?’ To samo odnosi się do filmu. ‚Jeśli to tak brzmi, to jaki jest ten film?’ Nie jestem zwolennikiem poglądu, że aby słuchać The Ramones trzeba najpierw zapoznać się z tym czy z tamtym… Myślę, że każdy wchodzi do strumienia we własnym tempie. W odpowiednim momencie życia. I to się samo wyjaśnia w danej chwili. Wpada się na potężną falę, która niesie i potrzeba trochę czasu, aby móc zacząć płynąć pod prąd i załapać, sam rozumiesz. Punk rock nie zaczął od Green Day. Zaufaj mi. Zacznij się cofać i sam zobaczysz. Może to trochę dziecinne, nie wiem.

A to DVD …

MP: Tak, jest niezłe.

Dźwięk jest wielki.

MP: Aha, pracowałem na dźwiękiem jak szalony. To jest DVD z koncertu na żywo, haha, a ja zrobiłem na nim wiele operacji poza sceną, aby zabrzmiało zupełnie inaczej, wiesz. Chciałem, żeby było inaczej. To ma być reprodukcja… więc chciałem, żeby to zabrzmiało jak coś innego. Wykonałem masę pracy w fazie post-produkcji.

Artyści i firmy fonograficzne mogą nie zgadzać się z takim postępowaniem.

MP: Zgadza się.

Czy miałeś coś wspólnego z tymi funkowymi i niezbyt drogimi efektami specjalnymi, jak np. twoje złe oczy czy rogi diabła, które pojawiają się od czasu do czasu w filmie?

MP: Nie, w zasadzie dałem facetowi, który to filmował, wolną rękę – mógł robić wszystko czego zapragnął. Powiedziałem mu, żeby poszalał i się nie ograniczał. I chwilami faktycznie było tego wszystkiego trochę za dużo, ale mnie to nie interesowało … Powiem szczerze, nie znoszę koncertowych DVD. Myślisz, że wystarczy włączyć DVD i leżąc na kanapie doświadczyć takich emocji jak na koncercie? To absurdalne. Tak więc wymyśliłem, że to DVD powinno być zupełnie czymś innym, nawet jeśli momentami miałoby być tandetne.  Nie powinno być po prostu odzwierciedleniem naszego występu live. Powinno być zupełnie czymś innym.

To trochę jak w przypadku czytania recenzji z koncertu. Jeśli tam byłeś, to po co miałbyś o nim czytać, a jeśli nie byłeś, to tym bardziej.

MP: Po to są koncerty. Koncert to chwilowe wydarzenie, coś specjalnego dla ludzi, którzy tego wieczoru przyszli i dla samych muzyków. To ma żyć tylko dla tych, którzy tam są. To kolejna rzecz, której nienawidzę w naszych czasach. Te wszystkie podcasty i nagrania. Nie wszystko powinno być zapisywane, udostępniane i dokumentowane. Niektóre rzeczy po prostu muszą żyć tylko w jednej przestrzeni i tylko jednej nocy. Wychodzisz z koncertu i wszystko znika. To coś specjalnego i przeznaczonego dla konkretnych ludzi.

Fakt, to się robi coraz bardziej popularne – ostatnio śmierć Kaddafiego stała się nowym wyznacznikiem tego trendu. The Sun, mające aspiracje bycia gazetą rodzinną, umieściło jego makabryczne zdjęcia na pierwszej stronie. Osobiście wolałbym nie brać do rąk gazety, która pokazuje martwego faceta na okładce, nie wspominając już o pokazywaniu tego dzieciom.

MP: Tak, żyjemy w czasach, kiedy wszystko jest udostępniane. I nie jestem przekonany, że to taka świetna sprawa. Nie umiem tego lepiej określić.

Czy zdenerwował cię kiedyś ktoś nagrywający na komórkę twój koncert?

MP: Nie zauważam tego w czasie koncertu, ale myślę, że to lekka przesada. Na koncercie mi to nie przeszkadza. Jeśli ludziom jest to potrzebne, to mnie to nie obchodzi, mogą robić, co chcą, ale  sam bym tego nie robił. To lekkie przegięcie, ale wiesz, każdy z nas jest inny.

Czujesz, że chciałbyś zwrócić się do kogoś, kto robi zdjęcia w tłumie i krzyknąć: ‚To będzie gówniane zdjęcie’.

MP: Dokładnie. Wybieram się na Portishead w San Francisco. I nie zamierzam nagrywać koncertu, mam zamiar nagrać go w swojej głowie.

Zdecydowałeś się zapisać The Director’s Cut w All Tomorrow’s Parties. Wydaje się, że zrobiliście strasznie dużo pracy dla zaledwie kilku koncertów, jak do tego doszło?

MP: ATP poprosiło mnie o zagranie i nagranie koncertu. Robią to od czasu do czasu – proszą artystów o zagranie całej płyty. Stwierdziliśmy czemu nie! To był impuls. Prawdopodobnie nie zrobiłbym tego, gdyby mnie nie poproszono. Czasem organizatorzy mają dobre pomysły, a ci goście, muszę przyznać, mają je prawie zawsze i robią świetne festiwale. Po tym jak to zrobiliśmy, uświadomiłem sobie, że to było świetne uczucie i że odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Więc kiedy zaproponowano mi noworoczny koncert, powiedziałem: ‘Zróbmy to!’ Mieliśmy wszystko przećwiczone i wiedzieliśmy co i jak. Taki ogrom pracy dla jednorazowego kurwa występu? ‚Nie, zróbmy to gdzieś jeszcze!’

Dave’a Lombardo chyba trudno zastąpić. Słyszałem taką opowieść o Lombardo, popraw mnie jeśli coś w niej nie tak. Podobno zrezygnował z grania w Slayerze, ponieważ stwierdził, że jest zbyt wolny, a po zagraniu z tobą, stwierdził, że jednak jest bardzo szybki i wrócił do Slayera…

MP: Wolny i szybki? Nie, nic nie wiem na ten temat. Zasadniczo zrezygnował ze Slayera z powodów osobistych. Odchodził chyba z pięć razy, sam policz. To była jego decyzja, wrócić czy nie… Wiem, że był bardzo, bardzo podekscytowany i naładowany grą w Fantômasie i myślę, że to było świetne. Wiesz, to był komplement, gdy mi to powiedział. Dave to facet, który może robić wszystko kurwa to, co chce – zawsze mu to powtarzałem. Był wyraźnie sfrustrowany lub przesycony graniem metalu każdej nocy. Powiedziałem mu: ‘Człowieku, świat jest wielki!’. To niezwykle utalentowany gość i myślę, że teraz ten talent w pełni wykorzystuje. Ma nową kapelę o nazwie Philm i robi tam co chce. Planujemy w przyszłym roku wydać mu płytę w Ipecac Recordings. Jestem szczęśliwy, że otworzył inne drzwi i znalazł w sobie odwagę, aby przez nie przejść.

—————

Patton mówi, że nie chce rozmawiać o nowych projektach lub kooperacjach, bo ma potem kłopoty, ale zapewnia, że 2012 przyniesie wiele ciekawego. Po zakupionym już DVD Fantômasa, na szczycie mojej listy bożonarodzeniowych życzeń jest wspólny album z Jean-Claudem Vannierem. Jeszcze chwila i zobaczmy, co Piekielny Mikołaj włoży nam tym razem do skarpetki.

Jeremy Allen

Latino FNM raz jeszcze!

15 listopada 2011
Mike Patton

Photo: Tomás Correa Arce

Faith No More, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie pożegnał się ze swoimi fanami na dobre i powrócił na kilka koncertów w Ameryce Południowej. Trasa obejmowała Argentynę, Urugwaj, Brazylię i Chile. Fani z tego ostatniego kraju cieszą się chyba wyjątkowym uznaniem FNM, skoro w ciągu niecałego roku zespół odwiedził Chile dwukrotnie. No cóż, pozostaje jedynie pozazdrościć.

Przy okazji pobytu w Chile, Mike Patton spotkał się ze swoim chilijskim przyjacielem – popularnym pisarzem, dziennikarzem i reżyserem Alberto Fuguetem. Spotkanie w bibliotece Uniwersytetu Diego Portales w Santiago było publiczne, trwało ponad godzinę, a sala biblioteki pękała w szwach. Mike i Alberto rozmawiali m.in. o procesie twórczym, o początkach kariery, a także o czasach szkolnych i studenckich Mike’a. Kariera studencka Mike’a trwała tylko półtora roku – pokonała ją kariera muzyczna. Patton stwierdził, że jedyną szansę na wyrwanie się z małego miasteczka jakim była Eureka dawała działalność artystyczna. Więcej o spotkaniu, jeśli władacie hiszpańskim, możecie przeczytać na portalu La Tercera. Polecamy także recenzję koncertu w Boskim Buenos w argentyńskiej wersji portalu Rolling Stone.

Wracając jednak do samych koncertów – Mike wraz z kolegami, tym razem w bieli, uraczyli fanów porządna dawką mocy na scenie. Zobaczcie sami!

9.11.2011 – Urugwaj – I Started a Joke

8.11.2011 – Argentyna – Unknown Song (?)

Trwają ożywione dyskusje fanów na temat tego kawałka. Jedni uważają, że jest to cover utworu lokalnej kapeli, inni, że niepublikowana wcześniej kompozycja FNM, jeszcze inni, że Unknown Song pochodzi ze strony B jednego z singli KFAD FFAL. A Wy jak sadzicie?

Nowości na horyzoncie!

6 listopada 2011
Tomahawk
Photo: metalmusicarchives.com

Dość lakoniczną, ale jakże optymistyczną wiadomość opublikowano na profilu facebookowym Tomahawk: „New Tomahawk page!! Which means a NEW record is coming soon!” O tak, na ten news czekaliśmy od początku roku, kiedy zaczęły do nas docierać pogłoski na temat nowego materiału. Czyli Tomahawk 2012!

Na movieweb.com ukazał się arcyciekawy wywiad z Pattonem z okazji premiery albumu The Solitude of Prime Numbers. Mike opowiada o samotnej pracy nad ścieżką dźwiękową, ale nie tylko. Dementuje w nim wiele plotek na temat swoich projektów, np. o udziale w obsadzie dubbingowej animowanego filmu Spielberga The Adventures of Tintin: Secret of the Unicorn o czym pisaliśmy w lipcu. Mike potwierdza natomiast, że FNM przygotowują się do nowej trasy wraz z Treyem Spruancem, ale zaprzecza jakimkolwiek planom związanym z nagraniem nowego materiału.

W revolvermag.com ukazało się zestawienie najciekawszych ścieżek dźwiękowych horrorów według Pattona. Cieszymy się, że na liście znalazł się soundtrack do Dziecka Rosemary w reżyserii Romana Polańskiego skomponowany przez Krzysztofa Komedę.  Zgadzamy się z Mike’iem, że Komeda stworzył „jeden z najprostszych, a zarazem najbardziej strasznych tematów jakie kiedykolwiek napisano”.

Polecamy również artykuł w magazynie Skinny, w którym Greg Werckman prezentuje wybór dziesięciu sztandarowych kawałków wytwórni Ipecac Recordings. Wśród nich musiały znaleźć się utwory z albumów współwłaściciela Ipecac i to, nie śmiemy wątpić, nie tylko z podowów czysto zawodowych. Werckman wyróżnił Mojo Peeping Tom, Book 1. Page 1 Fantômasa – oraz Il Cielo In Una Stanza Mondo Cane, o którym powiedział m.in.: „Po prostu myślę, że Mondo Cane to najbardziej niesamowita rzecz, jaka kiedykolwiek została nagrana przez tego niesamowitego muzyka. Oczywiście, jestem jego managerem, a on moim partnerem biznesowym i jednym z moich najlepszych przyjaciół. Jestem więc trochę stronniczy, ale ten album jest piękny. Dlaczego ma istnieć jakaś granica tego, co możesz robić jako artysta lub w wytwórni?

 

Informowaliśmy ostatnio, że Mike Patton ma podobno wystąpić w San Francisco razem z Dillinger Escape Plan i tak się stało. Oto amatorski zapis When Good Dogs Do Bad Things z 3 listopada:


Przedświąteczne niespodzianki

23 października 2011

Dreamers Christmas

Wracam po krótkiej przerwie i serwujemy ostatnie nowiny z podwórka Mike’a. Jak podaje nasz polski CGM, 1 listopada ukaże się wydana przez Ipecac Recordings ścieżka dźwiękowa do filmu La Solitudine Dei Numeri Primi na podstawie powieści Paolo Giordano. O filmie i wkładzie Mike’a pisaliśmy już w marcu.

Wielką niespodziankę sprawił nam John Zorn, którego Tzadik wydał właśnie płytę z ulubionymi piosenkami świątecznymi i kolędami Johna (?). Do współpracy z The Dreamers Zorn zaprosił wspaniałe grono artystów: Mike’a Pattona, Marca Ribota, Jamie’go Safta, Kenny’ego Wollesena, Joeya Barona, Cyro Baptistę i Trevora Dunna. Wydawnictwo zawiera następujące utwory:

1. Winter Wonderland

2. Snowfall

3. Christmas time is here

4. Santa’s Workshop

5. Have Yourself a Merry Little Christmas

6. Let it snow! Let it snow! Let it snow!

7. Santa Claus is Comming to Town

8. Magical Sleigh Ride

9. The Christmas Song

Płyta jest do kupienia w Amazonie jak i na stronie tzadik. Polecamy na długie, zimowe wieczory przy choince. A w międzyczasie Mike Patton wraz z Mondo Cane wygrzewał się w południowo-amerykanskim słońcu, zapełniając wieczorami sale koncertowe.

Mondo Cane w Chile – 21.09.2011.

Mike w Rolling Stone

12 września 2011

Photo: Rolling Stone

Legendarny magazyn muzyczny Rolling Stone opublikował krótki wywiad z Pattonem w związku z pracami nad grą komputerową Darkness II, która ma się ukazać na początku lutego 2012.

Mike przyznał w wywiadzie, iż sam nie jest zapalonym graczem, ale czasem grywa – swego czasu podobała mu się uniwersalna Red Dead Redemption. Ma za to bogate doświadczenia z grami wideo.

Patton podzielił się również informacjami o najbliższych planach, w tym o udziale Faith No More w charytatywnym festiwalu w Brazylii w listopadzie. Zaznaczył przy tym, iż póki co FNM nie planuje nagrania nowych utworów – o przyszłości zadecyduje los ;)

Powroty często mogą być odbierane z niesmakiem  – to nas niepokoiło. Byliśmy mile zaskoczeni, że poszło tak dobrze. To wyświechtany schemat – zespoły się rozwiązują, mają problemy z kasą, wracają na trasę i nagrywają gówniane kawałki. Nie chcemy zapisać się w historii w ten sposób” – podkreślił Patton.

Oprócz udźwiękowienia Darkness II, Mike pracuje obecnie nad kilkoma „klasycznymi nagraniami” (?) i nowym albumem Tomahawk. W listopadzie ukaże się album z orkiestrową ścieżką dźwiękową do filmu The Solitude of Prime Numbers, praca nad którą, jak sam przyznał, była dla niego pewnego rodzaju odpoczynkiem.

Już wkrótce!

4 września 2011

Photo: avantart.pl

Szykuje się interesujący początek jesieni. Już 6 września ukaże się koncertowe DVD Fantômasa, o czym już wielokrotnie informowaliśmy. Koncertowo może to nie do końca to, na co czekamy, ale warto zarekomendować kilka innych najbliższych geograficznie i czasowo wydarzeń.

Już 10 października we wrocławskim Firleju wystąpią Melvins, którzy będą promować swój ostatni, wydany w maju przez Ipecac, album Sugar Daddy Live. Wrocław zdaje się najbardziej doceniać wytwórnię Mike’a.  8 października w ramach Avant Art Festival ponownie w Polsce będziemy gościli ZU! – tym razem wraz z Davidem Tibetem. Mamy nadzieję, że ZU93, bo tak nazywa się włosko-brytyjski projekt, porazi wrocławian kreatywnością, łącząc wydawałoby się „niepołączalne”: math punk rock jazz metal z folkiem. Awangarda na całego! Polecamy!